Najnowsze, Ogólne

Polacy w Anglii.

bloggggg

15.07.2014

Podróż minęła dobrze, ale była mega męcząca. Pobudka o 01:30 po półtora godzinnym śnie, to dopiero wyczyn, ale dałam radę. Na lotnisko dojechaliśmy spokojnie, wszystko szło zgodnie z planem, do czasu gdy pracownicy lotniska przy odprawie bagażu podręcznego zawieruszyli gdzieś mój dowód. Narobiłam małego zamieszania, ale w słusznej sprawie, bo inaczej bym została na lotnisku. Na szczęście znalazł się, leżał pomiędzy kablami na podłodze. Lot był w porządku. Po podróży mieliśmy zwiedzać Londyn, ale tak strasznie padało i byliśmy tak bardzo zmęczeni, że nasze plany poszły się paść. Przyzwyczaiłam się do lewostronnego ruchu drogowego, nawet raz udało mi się jechać z przodu. Bez rewelacji jak dla mnie. W Londynie zjedliśmy typowe brytyjskie śniadanie (wyglądające jak obiad), które sprzedała nam polka.
-To co, bierzemy to typical british breakfast?
-Drogie, ale dobra noo.

-Typical british breakfast, please.

-CHCECIE DO TEGO TOSTY? DOBRA, ZROBIĘ WAM.

Obiad zjedzony w polskim domu. Spoko. Can’t speak english anywhere. Do obiadu polska telewizja. Polish, polish everywhere.

Southampton. Każdy dzień słoneczny. Bez upałów, ale jest dobrze 
W sobotę byliśmy nad morzem. Nic nadzwyczajenego jak dla mnie. Góry są ładniejsze.
Miasto samo w sobie również jest ładne. O wiele, wieleee ładniejsze niż Londyn.
Zaraz jedziemy znów do agencji. Jutro prawdopodobnie szkolenie BHP, formalności, trelefere, załatwiania w pierony wszystkiego i trochę.

W niedzielę mieliśmy tournee po kościołach. I właśnie oczekuję na maila od Stevena. Jeejuśkuuu, może dzisiaj jakieś młodzieżowe spotkanko?
Oby, obyyy!!

Zdjęcie zrobione w niedzielę przed ‚tournee’. Takie stajlisz, trampki i spódnica.

20.07.2014

Przyjeżdzając tutaj byłam przekonana, że praca na mnie czeka. Tak przynajmniej zostało mi to wszystko przedstawione. A tymczasem mija tydzień mojego pobytu w Southampton, a pracy dalej nie ma. Na nic się również nie zapowiada. Generalnie wakacje w porządku, ale nie do końca wiadomo na co się nastawiać: na odpoczynek i szybki powrót do domu czy ciężką harówę, na którą za nic w świecie nie mam już ochoty. Raz chcę wyjechać, bo szlak mnie trafia, że nic nie robię (ani nie odpoczywam, ani za bardzo nie haruję), a raz chcę tu zostać, bo w sumie nawet jest fajnie. Ostatnio jednak prześladuje mnie chęć powrotu.

Dziś byłam w kościele, a potem na pikniku. Było bardzo przyjemnie. Zwłaszcza na pikniku. Ludzie tak mili, tak bezproblemowo się z nimi rozmawiało. Nawet bardzo ciekawych rzeczy można się było dowiedzieć.

Posta dokończę pisać kiedy indziej, bo za pół godziny jadę na ryby i cza się wyszykować.

Edytowane 21.07.2014r. godz. 19:57 czasu angielskiego.

Wczoraj pierwszy raz w życiu pojechałam na ryby. Niestety szybko nastąpił odpływ, więc za bardzo się tym nie nacieszyłam. Patrzyłam jednak przez dłuższy czas na majestatycznie uderzające o brzeg fale. Pięknie.
Około 23 pojechaliśmy na lody do Sprinkles Gelato. Najpyszniejsze lody świata, mówię Wam! Gałki taaaakie duże, smaki taaakie różnorodne.

A dziś rano? Dziś znów pojechaliśmy do agencji pracy, chodziliśmy od kawiarni do kawiarni. Niech mi ktoś powie, że w Anglii bardzo łatwo o pracę. Zdecydowaliśmy nawet, że jak do końca tego tygodnia nic się nie znajdzie, to wracamy i tyle. Może ogarnę coś w Cieszynie.. Szczerze mówiąc nawet kelnerowaniem mogłabym się zająć, a zawsze bałam się tego jak ognia.
No i pragnęłabym wreszcie odpocząć, tak prawdziwie.

1.08.2014

Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy pracują jak najwięcej, jak najczęściej, tylko po to, żeby mieć więcej pieniędzy. I coraz więcej. Bo kaaasa jest taka ważna.

Owszem. Jest ważna. Ale jednak lubię też pobyć troszkę w domu.

Zastanawiam się dlaczego tutaj jestem. I dlaczego pracuję tam gdzie pracuję. Byłam już 3 razy w pracy i zwrócił mi się koszt przyjazdu co do grosza.
Nigdy nie mów, że nie chcesz gdzieś być/pracować. Bo któregoś dnia może się okazać, że właśnie tam trafisz. I nie będzie to takie straszne jak ci się wydawało.
Nie wiem czy wracać do Polski wcześniej czy nie.
Brakuje mi też rozmów po angielsku. Heloł, jestem w Anglii od 3 tygodni i na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy używałam tutejszego języka. Wszędzie trafiam na Polaków. Jedyną ważną sprawę jaką załatwiłam sama po angielsku była zmiana adresu w banku. Żałość.

A tak z innej beczki. Chciałabym prowadzić vloga. I zainteresować się obróbką filmów i sprzętem do tego służącym.

C’est tout, je pense. Salut!

Jak można przeczytać powyżej, w poprzednich wpisach nie narzekałam na Polaków w Anglii (bo to, że są i jest ich za dużo, nie było narzekaniem. Przynajmniej według mnie). Tylko teraz muszę pomarudzić. Nie chcę wszystkich emigrantów wkładać do jednego worka, mimo to, z góry przepraszam, jeżeli kogoś urażę.
Będąc w Anglii przez 6 tygodni, zauważyłam kolosalną różnicę pomiędzy Polakami a Brytyjczykami. Na pierwszy plan wysuwa mi się kultura osobista naszych rodaków. Bardzo często spotykałam się z niegrzecznym, wręcz chamskim podejściem do Anglików. Ludzie ci, czuli się jak królowie: byli dumni, że wyjechali, że mieszkają za granicą, uważali, że wszystko im się należy. Bardzo często nie umieli się dogadać. Nie znali angielskiego pomimo mieszkania tam przez kilka lat. Narzekali przeokropnie, bo praca nie taka, bo Brytyjczyk za bardzo uśmiechnięty, bo ktoś tam coś tam. Wszystko też mieli w głębokim poważaniu.
Wstyd mi było, że jestem Polką.
Wyjechali za pieniędzmi, niektórzy ciężko harowali. O powrocie do Polski nie było mowy. W Anglii jest lepiej– powiadali. To skoro lepiej, skoro super, skoro chwalą, to dlaczego nie umieją się zachować? A Anglicy? Uśmiechnięci! Żal mi ich było, gdy uprzejmie zwracali się do „naszych” w zamian otrzymując przekleństwo. Jak gdyby Brytyjczycy nie znali popularnego słowa na „k”. Polacy a Anglii byli (są?) prymitywni, bez żadnych perspektyw w życiu i na życie. Nic.
Jeszcze raz dodam: nie wszyscy tacy byli i są. Chociaż „wychowani” stanowili mniejszość.
człowiek prymitywny≠człowiek prosty

Reklamy

2 myśli w temacie “Polacy w Anglii.”

  1. Narzekanie to najgorsza cecha Polakow…kiedys slyszalam taki przyklad: narzekanie jest jak włos w ulubionek zupie. Masz ja ochote zjesc ze smakiem, bo jest przepyszna, ale kiedy zobaczysz ten wlos, to caly czar pryska. Warto mieć dobre nastawienie! I Ty takie mialas i dalej masz 🙂 nic tylko brac z Ciebie przyklad, o ile świat bylby szczesliwszy

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s