Do zbudowania · Najnowsze

Bóg napisał za mnie egzamin!

 

Zacznijmy od tego, że swoją pracę licencjacką zaczęłam pisać, z pewnych przyczyn*,  w lutym, a nie w październiku, tak jak być powinno. Graniczyło z cudem, by obronić się w lipcu, jednak bardzo mi na tym zależało. Wiele osób się o mnie modliło, również każdą chwilę poświęcałam pisaniu pracy. To właśnie wtedy powiedziałam Bogu, że bardzo chcę bronić się w lipcu. Wiedziałam, że tylko On może z niemożliwego zrobić możliwe.**

Poza tym, wiedziałam, że nie bez przyczyny dostałam się na te a nie inne studia, że nie bez przyczyny miałam urlop dziekański, więc bez sensu byłoby gdybym z powodu “głupiego” licencjata miała rzucić studia, skoro po “dziekance” zdałam w pierwszym terminie oblany uprzednio egzamin. W żadnym wypadku nie uznałabym moich studiów za przypadek.

Sam przebieg pisania pracy był bardzo burzliwy, ale nie planuję się zbytnio rozpisywać na ten temat.  Początkiem czerwca okazało się, że część tego co zrobiłam do tej pory, było kompletnie bezużyteczne. Można sobie wyobrazić powagę sytuacji i smutek, ogromny smutek, a wręcz załamanie i poddanie się. Zostały 22 dni do złożenia wszystkich potrzebnych dokumentów do dziekanatu, włącznie z wydrukowaną pracą licencjacką. Cel niemożliwy do osiągnięcia z ludzkiego punktu widzenia. Ale nie z Bożego, bo kilka dni później, powiedział mi “do dzieła”.*** Jak do dzieła, to do dzieła. Zaczęłam więc pisać.
Jakby tego było mało, tuż przed oddaniem pracy znowu pojawiły się kłopoty. Załamania część milionpięćsetstodziewięćset? I tak i nie. Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo Pan jest wierny. Jak już postanowi, to nie ma zmiłuj.

(1 Tes. 5,24)

Wzięłam się do roboty, acz ciążyło nade mną kilka egzaminów. O tyle o ile na cztery z nich nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać, to na piąty trzeba. W tej sytuacji stanęłam przed kwestią wyboru: pisać pracę czy uczyć się na egzamin. Wybrałam to pierwsze. Musiałam: drugi termin egzaminu jest tydzień później, natomiast pracę trzeba było oddać do końca tygodnia. Przeczytałam tylko raz notatki, bo było ich dużo. “Jeżeli Bóg chce, bym broniła się w lipcu, to pomoże mi jakoś zdać ten egzamin. Wie przecież jaka jest sytuacja”.
Nie ma co oszukiwać, że jak usiadłam nad kartką z zadaniami, byłam pewna, że jest “kiszka”. Milionpięćsetstodziewięćset zdań w różnych czasach i trybach na raz, nie jest łatwą sprawą. Dwie godziny później okazało się, że mój egzamin jest zdany i to na równe 60%. O jeden punkt mniej i miałabym drugi termin. Naprawdę sama nie napisałam tego egzaminu. Jestem o tym przekonana.

 

_________________________________________________
* które znają ci, co mnie znają 😀
** Łuk. 1, 37 „Bo u Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa”.
*** Ag. 2,4b „Do dzieła, bo ja jestem z wami! – mówi Pan Zastępów”.

Reklamy

3 thoughts on “Bóg napisał za mnie egzamin!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s